sobota, 10 października 2015

Rozdział 1 "List"

Obudziłam się skoro świt. Nasz dom był kilku piętrowym dworkiem pełnym drogocennych pamiątek i węży... No właśnie węży. Były tu ich figurki, obrazy, zdjęcia, a w ogrodzie nawet ich posągi. Moja rodzina od zawsze ceniła sobie te zwierzęta, bo mój pra pra (pewnie dodałabym jeszcze kilka pra) dziad był wężoustym, zresztą i ja jestem. Ostatni z naszego rodu, może i nie w prostej lini, ale jednak, który przed mną posiadał tę zdolność był Tom Riddle.
Podeszłam prosto do lodówki jak to zresztą najczęściej robiłam po przebudzeniu, podłożyłam kubek i nacisnęłam przycisk, po chwili naczynie było pełne kostek lodu. Następnie pobiegłam z nim do przedpokoju i wsunęłam szybko czarne traperki, a na ramiona zarzuciłam cieplutką zimową kurtkę.
Był 22 grudnia, za dwa dni gwiazdka, a dziś obchodziłam swoje 11 urodziny.
Biegłam przez ogród do swojego ulubionego miejsca, starego dębu przy płocie zajadając się kostkami lodu. Spodnie od pidżamy były już mokre, gdy dotarłam na miejsce, a wtedy na gałęzi wylądowała sowa mamy, jej czarne pióra kontrastował z bielą śniegu, upuściła list tak, że ten wylądował przy moich stopach i odleciała. Podniosłam pergaminową kopertę.
"Susanne Victoria Slytherin
Węży Dwór
Poddasze"
Tak głosił napis szmaragdowym atramentem na kopercie, odwróciłam kopertę i dostrzegłam pieczęć odbitą na szkarłatnym wosku, znałam ją doskonale jak i małego wężyka w prawym górnym rogu. To był list z Hogwartu. Rzuciłam się pędem w stronę domu, gdy wpadłam przez kuchenne drzwi ujrzałam mamę popijającą poranną kawę by zaraz wyruszyć do pracy. Była dziennikarką Proroka Codziennego, a aktualnie miała pisać o meczach Quidditcha, jakie odbywały się pod Oxfordem, więc musiała wcześnie wychodzić. Gdy tylko ujrzała moje podekscytowanie zielone oczy jej zabłyszczały.
- Co tam masz słonko? - Zapytała wskazując moje dłonie, a w nich kopertę.
- List z Hogwartu - eksplodowała we mnie fala szczęścia i zaczęłam skakać z radości
Mama zabrała mi kopertę i zaczęła ją otwierać, stanęłam za nią i oplotłam rękoma jej szyje. Czytałam list, gdy i ona go czytała.
- Na Pokątną pojedziemy dopiero przed rokiem szkolnym... - Prychnęłam, przecież to osiem miesięcy! - ale masz szanse pochwalić się dziś Scorpiusowi.
- Scorpiusowi? - Zapytałam z niedowierzaniem. Nasze rodziny były w bardzo ciepłych stosunkach - a nie mogę Alessie? Mieszka niedaleko, a poza tym Malfoyowie nie mogą dziś przyjechać, bo masz prac..
- Nie idę dziś do pracy Sue. - Przerwała mi w pół słowa. - A z Draco twój tata umówił się już dawno.
Na mojej twarzy pojawił się grymas, nie lubiłam Scorpiusa i wszystkich innych Mafoyów, niestety rodzice ich uwielbiali. Poczłapałam na górę znów czytając list, weszłam na swoje poddasze, a tam przebrałam się w jensy i szarą koszulkę z logiem mojej ulubionej drużyny quidditcha.
Zanim się obejrzałam w naszym progu pojawiła się idealna blondi rodzinka. Z grzeczności posiedziałam kilka minut przy stole, a potem cicho wyszłam. Zabrałam miotłę mamy i poszłam do tej części ogrodu gdzie było małe boisko. Uniosłam się kilka metrów nad ziemię, tata kilka tygodni temu zaczarował mi piłkę tenisową by działała podobnie do złotego zniczu, więc gdy tylko ją podrzuciłam ona ożyła. Zanurkowałam za nią pomiędzy drzewa. Gdy podbiła w stronę nieba wykonałam ślizg by nie rozbić się o ziemię i ruszyłam w górę. Złapałam ją w ostatniej chwili zanim wybiła okno w szklarni. Wylądowałam zadowolona z siebie, a wtedy zamarłam.
- Nieźle Vixi jak na kogoś, kto nie przyjmował lekcji latania - odparł szarooki podchodząc do mnie. - na bank od razu zostaniesz szukającą Slytherinu.
- Skąd wiesz, że trafie właśnie do tego domu? - Warknęłam
- Masz na nazwisko Slytherin, w twojej rodzinie jak i w mojej są sami Ślizgoni, a no i jesteś czystej krwi - przeczesał palcami blond włosy, na których było kilka małych płatków śniegu.
- To nie oznacza, że pasuję do tego domu Scorpiusie.
Tym zdaniem zakończyłam rozmowę, nie lubiłam go. Kiedyś było o wiele inaczej, oboje chcieliśmy spędzać ze sobą jak najwięcej czasu teraz jednak było zupełnie inaczej... Przynajmniej z mojej strony.
...Oddycham miarowo, stoję pomiędzy innymi graczami, gdy kotara się otwiera, a my widzimy boisko...
Zostawiajcie opinie w komach.

Ps: To ostatnie zdanie będzie potem kluczową częścią opowiadania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz